Blog > Komentarze do wpisu
szkoła

No to tak: spędziłam pięć dni w pokoju, nigdzie niemalże nie wychodząc tylko ucząc się prawa publicznego międzynarodowego. (No, w międzyczasie obejrzałam też wszystkie odcinki Spadkobierców, wszystkie skecze KMN na youtube i odświeżyłam pudelka.pl, zeberkę.pl i demotywatory.pl tryliard razy. Cel jednak, mimo wielu tych przeszkód, był jeden - nauczyć się na egzamin.)

Uczyłam się więc wszystkiego - bo student polski to jednak głupi jest, a polski student prawa to debil nad debile - bo nie wiedziałam, czego się spodziewać. Na moim wydziale rzecz jest prosta: spodziewać się nalezy najgorszego. Ilekroć przemknie przez głowę: "co za szczególik, debilizm, tego na pewno nie będzie" - będzie. Ilekroć człowiek się łudzi: "o pierdołę wszak nie zapyta" - zapyta.

Pochylałam się więc nad datami powstania piewszej Organizacji Pocztowej i innych podobnych rarytasów.

Poszłam na egzamin przerażona i świadoma swych braków (Spadkobiercy za bardzo mnie wciągnęli). Pan Pons zapytał o zwyczaj międzynarodowy. Po prostu.  O zwyczaj, o Radę Bezpieczeństwa (co to takiego) i o efekty umów międzyarodowych.

Przez długi czas zamiast pisać, musiałam walczyć ze wzruszeniem: a więc można i tak - myślałam poruszona - życie może był łatwe, a studiowanie przyjemne.

Zaczęłam pisać wszystko co wiem, po czym okazało się, ze na pozostałe pytania mam tylko pół godziny, więc w panice przeszłam na angielski.

No, ale niby na wszystko odpowiedziałam, często wprawdzie posiłkując się wiedzą z polskich wykładów - no ale to prawo miedzynarodowe, na litosc boska! :)

 

Obserwacja socjologiczna:

na pierwszym egzaminie w Bcn nie widziałam, żeby ktokolwiek ściągał - a byłam w grupie samych Erasmusów. Pomyslalam: tak, to jednak prawda: tylko w Polsce jest taki zwyczaj haniebny!

na drugim egzaminie ściągał siedzący przede mna Kolumbijczyk. Sciągał to mało powiedziane, spisywal z gotowca pod ławką. Nie powiem, zrobiło to na mnie pewne wrażenie.

Tu nadmienię, że warunki pisania egzaminów w Hiszpanii są bardzo ściągogenne i sprzyjają zrzynaniu. Profesorowie nie pilnują prawie w ogóle, cały egzamin siedzą za biurkiem i czytają gazetę. Studentów niby się rozsadza, ale pulpity i siedzenia ustawione są tak, że spokojnie można podłożyć sobie knigę pod stół i spisać wszystko jak leci.

Moja koleżanka była w szoku, bo na egzaminie z praw człowieka profesor wyszedł z sali. Kiedy w Polsce coś takiego się zdarzy, (jeśli się zdarzy), wraz z zamknięciem drzwi rozlega się w sali hałas tak dotkliwy, że wie o tym cały wydział. (A nierzadko i miasto.) Tu - panowała idealna cisza, zupełnie jakby profesor nadal był w sali.

Na wczorajszym egzaminie przyłapałam pierwszego ściągającego Hiszpana. Siedział bokiem do mnie i miał ewidentnie w plecaczku wszystkie możliwe traktaty międzynarodowe. To, że coś knuje widać było po tym jak siedział, jak spoglądał ukośnie na profesora, jak grzebał w teczuszce. Krótko mówiąc - ściągał jak debil.

Oczywiście, profesor w ogóle się nie zorientował, siedział za biureczkiem czysty, rumiany i błyszczący, z oczami ufnie ukwionymi w dal.

 

 

Ja sama ściągałam bezczelnie raz jeden w życiu - w I gimnazjum, na geografii. Mieliśmy bowiem sprawdzian ze wszystkich er ziemskich - wiecie, mezozoik, etc - trzeba było znać te nazwy, czas trwania i jakie się ziemie przy tym wykształciły.

Po gruntownym przestudiowaniu materiału, bystrym okiem oceniłam, że takich głupot to nie ma co się nawet uczyć i przerysowałam całą tabelkę na wewnętrznej części ręki - od nadgarstka do łokcia - całośc zaś przykryłam rękawkiem.

Przyszła pora sprawdzianu, ściąganie szło mi dość dobrze i w duchu winszowałam sobie pomysłu, kiedy to uwagę profesora ściągnęło moje duże i niepokojące zainteresowanie własną ręką. (Dodajmy: jako dziecko karne i wrażliwe, ściągałam jak kretynka, ślepy by się zorientował, że knuję.)

- Pokaż rączkę - powiedział profesor podchodząc do mojej ławki. Przeżyłam chwile grozy. Już, już żegnałam się z reputacją i dobrą oceną, już już miałam uderzać w ryk, ale zachowałam odrobinę zimnej krwi - reszta to była a i ona zaczynała się ścinać - i pokazałam mu dłoń od zewnątrz.

- A z drugiej strony? - dociekał ten stary rumpl. Odwróciłam rękę. Przyjrzał się bliżej. Pewna byłam, że zaraz każe mi podciągnąć rękaw, ale nic takiego się nie stało - odwrócił się na pięcie i poszedł.

A serce biło mi tak, że nie byłam w stanie już nic napisać.

No, nie umiem po prostu, ani kłamać ani ściągać. Raz - głupie to było - zwiałyśmy z kolezanką z geografii i tak nas potem ten fakt męczył, że od razu po lekcji poszłyśmy się przyznac i prosić o karę (proponowałyśmy przesadzanie kwiatków w pracowni, profesorka zachwyciła się jednak tym czynem pełnym skruchy, idźcie, idźcie, powiedziała ubawiona, żadnej kary nie będzie - po czym na następnej lekcji o wszyskim zapomniała, wzięła mnie do odpowiedzi, kazała pokazać wyspę Jawę, a następnie udupiła.)

 

 

 

sobota, 15 stycznia 2011, nikaraguata
Tagi: szkoła

Polecane wpisy

Komentarze
juzia93
2011/01/15 20:29:15
W temacie ściągania to jestem z siebie dumna, bo od 1 klasy liceum nie zdarzyło mi się to ani razu.
Zrezygnowałam z tego z dwóch powodów: po pierwsze dlatego, że za bardzo się przy tym stresowałam, po drugie przez to, że po skończeniu gimnazjum (w którym to zrzynałam bardzo często) stwierdziłam, że z takiej biologii na przykład jestem totalnie zielona, bo ani razu nie zadałam sobie trudu nauczenia się na sprawdzian (po co skoro można napisać ściągę?).
W sumie, jest jeszcze 3 powód - przestało mi aż tak zależeć na ocenach. Teraz, w liceum, ze ściągami może wyciągnęłabym na pasek, ale wolę mieć oceny w jakimś stopniu odzwierciedlające moją wiedzę niż oszukiwać siebie i innych, że jestem jakimś niesamowitym geniuszem.

Wśród osób w moim wieku niechęć do ściągania jest głównie postrzegana jako coś dziwnego. Ty, ze swoim doświadczeniem w ściąganiu (1 raz? serioo?), wpisałabyś się pewnie w ich postrzeganiu w kategorię kujona, ew. kosmity.
-
nikaraguata
2011/01/15 22:57:16
Nie napisałam, że ściągałam raz w życiu, ale że - raz w życiu ściągałam bezczelnie :D
-
juzia93
2011/01/16 10:13:25
a no tak, faktycznie. źle zrozumiałam
-
2011/03/07 18:00:48
2 miesiące czekania na nową notkę...
proszę o uwzględnienie czytelników! :-)
-
wildfemale
2011/03/14 18:22:56
Też czekam...
-
2011/03/26 13:51:04
No i ja też się dołączam do czekania :(
-
juzia93
2011/06/06 17:07:59
i ja też...
-
2011/06/13 11:13:38
a ja czekam i czekam i czekam... ciszę wplatam we włosy i na palce nawlekam...
-
wildfemale
2011/07/13 15:08:18
Nie zapomniałam, ale powoli tracę nadzieję na kolejne wpisy.