Blog > Komentarze do wpisu
o kursie komunikacji z aniolami, czesc II

A więc na miesiąc cały nasz salon zmienił się w centrum dowodzenia świata. Maria przestała myśleć o szukaniu nowego lokatora do trzeciego pokoju, przestała zajmować się swoją pracą doktorancką, porzuciła nawet - co wydaje się być niemożliwe - jogę i medytacje.

Anioły zajęły ją w zupełności.

Każdego ranka zasiadała przy stole w salonie, po prawicy miała dużego laptopa, po lewicy miała małego laptopa, przed sobą pieczołowicie zbierane przez całe życie notatki dotyczące anielskich łask.

Pochylała się.

Czasem, z rzadka to było, podnosiła głowę i prosiła mnie o coś - najczęściej o przetłumaczenie z angielskiego jakieś bzdury, którą znalazła na starej kartce urodzinowej z wizerunkiem anioła w środku. Pomagałam jej też formatować ulotki informujące o kursie komunikacji z aniołami, albowiem, mimo wielu łask, których Maria od aniołow doświadczała bez przerwy, łaska znajomości Worda nie była jej dana.

Tak trwałyśmy pól listopada i niemal połowę grudnia. Z biegiem czasu plany Marii stawały się śmielsze i szerzej zakrojone; już nie samej komunikacji z aniołami chciała uczyć, a zakładać wydawnictwo związane z siłami anielskimi, już nie same anielskie myśli i motta mi wysyłała na skrzynkę mailową, ale nawet któregoś dnia pojawiła się przed drzwiami mojego pokoju z podejrzanym workiem.

- Czy jesteś sama? - zapytała podejrzliwie, jakbym zwykle we wtorki przyjmowała cygańskie kapele i harcerski szczep Oscypków Nowosolskich.- Zobacz, Weronika, co sprowadziłam - rozwarła tedy worek i ciemny korytarz rozjaśnił się od srebrnej poświaty. - Marokańskie srebro! To dla uczestników mojego kursu komunikacji z aniołami.

- Co to? - zapytałam, zajrzałam do worka i zobaczyłam różnego rodzaju zawieszki, kule i kolczyki.

- To dzwonki do wzywania aniołow - wyjaśniła mi Maria z powagą. Wyciągnęła jedną srebrną kulę, wstrząsnęła nią i rozległ się cichy dźwięk dzwonka. Anioł jednak nie nadleciał. Maria niezrażona zupełnie ciągnęła dalej - Można sobie powiesić na szyi i kiedy tylko zechcesz, potrzasasz i wzywasz do pomocy anioła.

Informacja ta zrobiła na mnie pewne wrażenie.

- Przemyślne urządzenie - przyznałam.

- Posłuchaj, ja teraz wychodzę - powiedziala Maria - ale niedługo wrócę, a na ten czas zostawię ci ten worek, poprzeglądaj, może cktóryś ci się szczególnie spodoba, to go kupisz. Specjalnie dla ciebie po niskiej, promocyjnej cenie 70 euro.

Milczałam, poruszona.

- Ja - zaczęłam z wahaniem - takich rzeczy na razie nie potrzebuję, bo pieniędzy nie mam, święta - wytłumaczyłam - ale moja mama, z pewnością, będzie zainteresowana. Nie raz i nie dwa wspominała mi o ...

- W takim razie koniecznie przekaż swojej mamie - powiedziała Maria, wciskając mi worek do ręki i wkładając buty. - Że są takie dzwonki, że można je nabyć.

- Z pewnością powiem - odrzekłam.

I poszła sobie, ja zaś zostalam na progu pokoju, z workiem w jednej ręce i z twarzą ukrytą w drugiej.

***

W zeszłą sobotę wróciłam do domu dość późno, bo miałam wycieczkę do Porto - o której to wycieczce jeszcze pewnie niedługo napiszę, więc stay tune - i zastałam Marię w salonie, w jej zwykłym centrum dowodzenia światem.

Tym razem siedziała jednak przygarbiona, z pochylonym czółkiem. Zrozumiałam od razu - oto małam przed sobą człowieka przegranego.

- Jak kurs? - zapytałam.

- Och, Weronika - zawołała Maria. - Co za smutek! Nie zapisał się nikt, wyobrażasz to sobie! Musieliśmy wszystko odwołać!

- Nie może być - powiedziałam obłudnie.

- A jednak - odparła Maria i zaraz dwa chłodne sztylety błysnęły jej w oczkach. - Winię twoje ulotki, nie wszystie dało sie obciąć, żeby było równo, więc część informacji mogła po prostu zostać odcięta.

Skulilam się na te słowa.

- Nie mniej jednak - odezywala się Maria - postanowilam przelozyc kurs na początek stycznia. Wielu ludzi nie ma teraz czasu przed swietami, rozumiesz, zajmują się sprawami materialnymi. Początek roku jednak sprzyja przemysleniom, chęci, wiesz sama, oczyszczenia się.

- Tak - powiedzialam.

I na tym stanęło: przegrałyśmy potyczkę, ale nie przegrałyśmy wojny.

piątek, 17 grudnia 2010, nikaraguata
Tagi: Maria BCN anioly

Polecane wpisy

  • czasy pokoju i czasy wojny

    Dobre czasy przyjaźni - mojej i Marii - minęły. Wprawdzie nie ośmielam się jeszcze napisać, że bezpowrotnie, ale z pewnoscią na jakis czas- tak. Nastała bowiem

  • krakowska kiełbasa

    Celem przyspieszenia kariery literackiej, podarowałam Marii dzisiaj rano kiełbasę krakowską. Jej wzruszenie nie miało granic, obwąchała łup i orzekła, że właśni

  • swiat wg marii

    Pochylmy się dzisiaj, moi drodzy, internauci, nad następującym zagadnieniem: czy Maria C. M. M. ma szczęśliwe życie? Otóż, po odbyciu z nią szeregu rozmów, wypi

  • Znudzenie Marii

    - Znudziłeś mnie już nie do wytrzymania. – Powiedziała Maria głosem takim, jakby ją bolały zęby. Zacząłem przekonywać, że to tylko chwilowe wrażenie, że m

  • Przerwany krzyk

    Wyciągnąłem ramiona, by mogły wykrzyczeć ból. Wówczas nadeszła Maria i popatrzyła na mnie ironicznie. Straciłem kontenans i poczucie własnej wartości. I tak nie

Komentarze
2010/12/17 12:09:53
Poczułem się jak anioł Marii... Podleciałbym i szepnął jej do uszka.... spróbuj kursu "e-learnigowego"...
-
wildfemale
2010/12/17 16:59:55
@ernest: A to już diabelski podszept. Zresztą oboje wiemy, kto by ten kurs w Wordzie przygotowywał ;P
-
2010/12/17 20:32:45
Tak, Kandydatka jest jedna, a o rozpisywaniu przetargu nieograniczonego na swiadczenie uslugi obcej nie ma mowy ;-)