Blog > Komentarze do wpisu
swiat wg marii

Pochylmy się dzisiaj, moi drodzy, internauci, nad następującym zagadnieniem: czy Maria C. M. M. ma szczęśliwe życie?

Otóż, po odbyciu z nią szeregu rozmów, wypiciu wielkiej ilości herbaty z cynamonem etc itd mogę Wam powiedzieć, że tak, jest to życie szczęśliwe.

 

Oczywiście, nie tak szczęśliwe, jak to bywało w Wenezueli, gdzie Maria "miała wielu adoratorów, a cały jej pech polegał na tym, że zawsze zakochiwał się w niej ktoś okrutnie bogaty, sama zaś nie mogła zmusić się do niczego i zazwyczaj wiązała się z kimś ubogim, lecz o dobrym sercu".

- Tak, Weronika - mówiła mi podekscytowana znad grzanki z mozzarellą - tak to już bywało. U mnie tylko serce, nigdy mózg. Raz, powiem Ci, zakochał się we mnie chłopak tak bogaty, że mój przyjaciel powiedział do mnie: Carmela, jeśli ty się w nim nie zakochasz, to ja to zrobię. Syn przedsiębiorcy zajmujący się handlem złotem, Weronika! Mieli własny samolot, wyobrażasz to sobie? A ja zakochałam się w koledze z roku, bidnym poecie. A wiesz dlaczego?

- Bo u ciebie tylko serce, nigdy mózg? - zapytałam niepewnie.

- Tak - odparła. Byla pod wrazeniem mojej przenikliwosci.  - Poza tym, tamten był brzydki jak diabeł, Weronika.

 

W Wenezueli - gdzie wszystko było lepsze, wspanialsze, ludzie zdrowsi, a Maria młodsza - Maria trzęsła całym światem wydawniczym.

- Pracowałam w biuletynie wydawanej przez Bibliotekę Narodową Wenezueli - poinformowała mnie kiedyś. - Moje słowo wciąż się tam liczy! Jeśli ja powiem, że coś jest dobre, to oni to wydrukują.

- Och - powiedzialam - zawsze marzyłam, żeby drukować swoje dzieła w biuletynie Wenezuelskiej Biblioteki Narodowej, nie jestem jednak pewna, czy mój hiszpański literacki jest już na tyle dobry, żeby się porywać na tworzenie literatury.

- Jest to pewien problem - przyznała Maria po namyśle. - Ale widzisz, ja sama pracowałam kiedyś jako korektor stylu w wydawnictwie i nie uwierzysz, Weronika, mogłabym przeczytać twoje opowiadanie przetłumaczone na hiszpański, a potem nanieść na nie poprawki.

Zgodziłam się poruszona. Zrobię karierę literacką w Wenezueli, a wszystko to za niską, niziutką cenę kawałka kiełbasy dobrze obsuszonej. (Maria, dowiedziawszy się, że jadę na tydzień do Polski, zażyczyła sobie "czegoś słodkiego z Polski" albo lepiej "polskiej kiełbasy", która jest po Janie Pawle II, ambasadorem kultury polskiej w Wenezueli. Każda wenezuelska koleżanka Marii, którą spotykam, wita mnie słowami: "aaach, salchicha polaca!".)

 

Maria jest też wspaniałym psychologiem. Sprawuje więc nie tylko rząd nad literaturą wenezuelską, ale też rząd dusz.

- Weronik, jaki jesteś znak zodiadku? - zapytała. Na co ja:

- Ryby.

- Wodny znak - powiedziała. - To tak jak ja. Tylko, że wiesz, Weronika, znałam kiedyś osobę spod znaku Ryb. Chorowała na depresję. Wy, zdaje się, wszystkie Ryby, takie właśnie jesteście: niezdecydowane, roztrzęsione, neurotyczne.

- No... - zaczęłam zdruzgotana.

- Musisz spróbować jogi - powiedziała mi Maria. - Obiecaj mi to. Obiecaj, że spróbujesz. Ta koleżanka, wiesz, ta spod znaku Ryb, no cóz: całymi dniami płakała, bo była spod znaku Ryb, ale ledwo zapisała się na jogę, ledwo obyła kilka zajęć, a już jest wszystko w porządku. Jest teraz mocna, zdrowa, zadowolona, chodzi po mieście i wszędzie rozpowiada, jak to joga uczyniła ją lepszym człowiekiem. Szczęśliwszym.

 

Maria wie też wszystko o najważniejszych wydarzeniach kulturalnych w Barcelonie.

- W listopadzie na plażdy nudystów odbędzie się wielkie ściskanie - powiedziała mi kiedyś, kiedy kroiłam pomidory. Zastygłam. - Otóż, przyjeżdża pewna kobieta z Indii i, nie uwierzysz, Weronika, ona jest matką wszystkich ludzi na świecie. Czy to nie jest wspaniałe?

- Dość - odparłam ostrożnie.

- I jej misją życiową jest przytulanie każdego człowieka na świecie - wyjaśniła Maria. - Więc w listopadzie idę na tę plażę, żeby dać się uścisnąć. Byłam już w zeszłym roku, stałam w kolejce od 10 rano do 10 wieczorem, ale było warto. Ona ściska cię, jak najdroższe dziecko, jak twoja matka! Poczułam przypływ sił, to było niewiarygodne, Weronika, musimy iść na tegoroczną edycję ściskania! Ta kobieta jest słynna na całym świecie, wpisano ją na listę UNESCO!

 

Niestety, cynamon, GumowoMatkoBosko oraz joga i spokój serca nie zawsze działają.

W sobotę otrzymałam poruszającego maila z Barcelony. Maria zachorowała i nie mogła jeść przez cały dzień. List wypełniony był przykrymi szczegółami dotyczącymi przebiegu jej grypy żołądkowej, na końcu jednak pojawiła się nadzieja na happy end:

(...) wprawdzie nic nie mogłam jeść od świtu do piątej trzydzieściu po południu, teraz jednak zrobiłam sobie ryż z jabłkiem oraz odrobiną cynamonu jak również gotowaną pierś kurczaka ze szczyptą, ale dosłownie ze szczyptą soli. Być może jutro na śniadanie zrobię sobie jakąś grzankę z serem, a potem znowu gotowane mięso, odrobina ryżu, albo kaszy. (...)

Szczegółowość odpowiedzi na moje zapytanie como estas? i tego, czy mogę zapłacić za pokój po powrocie do Hiszpanii, nieco mnie wzruszyła.

 

wtorek, 02 listopada 2010, nikaraguata
Tagi: Maria BC

Polecane wpisy

  • o kursie komunikacji z aniolami, czesc II

    A więc na miesiąc cały nasz salon zmienił się w centrum dowodzenia świata. Maria przestała myśleć o szukaniu nowego lokatora do trzeciego pokoju, przestała zajm

  • o tym gdzie się tutaj idzie po śmierci

    Umówiłyśmy się z Marią - znowu! - na niedzielne, wieczorne wyjście. Jeszcze rano jednak powiedziała mi sprytnie: - Ale wiesz, Weronika, zmarł mąż mojej koleżank

  • maria szuka pracy

    Siedzimy przy śniadaniu. Temat rozmowy zszedł na rzeczy istotne: na kryzys ekonomiczny w Hiszpanii, który wielu ludziom - w tym Marii - uniemożliwia znalezienie

  • Znudzenie Marii

    - Znudziłeś mnie już nie do wytrzymania. – Powiedziała Maria głosem takim, jakby ją bolały zęby. Zacząłem przekonywać, że to tylko chwilowe wrażenie, że m

  • Przerwany krzyk

    Wyciągnąłem ramiona, by mogły wykrzyczeć ból. Wówczas nadeszła Maria i popatrzyła na mnie ironicznie. Straciłem kontenans i poczucie własnej wartości. I tak nie

Komentarze
2010/11/02 11:27:39
Mnie też by wzruszyła. Mieszkałam przez kilka lat w Stanach i największym wstrząsem adaptacyjnym było dla mnie uświadomienie sobie, że kiedy ktoś pyta "how are you", tak naprawdę absolutnie nie interesuje go, how I am. To miłe, że Maria podzieliła się z tobą szczegółami diety i problemów żołądkowych:-) Albowiem oznacza to, że ona faktycznie uważa, że może cię to zainteresować, i że to nie pogorszy waszych relacji...Czyż to nie wzruszające? Ja już mam wyuczoną blokadę - nie jestem w stanie odpowiedzieć normalnie na pytanie "co u ciebie"? Automatycznie odpowiadam "w porządku", zżymając się czasem w duchu nad idiotyzmem tej odpowiedzi.
-
2010/11/02 15:16:30
A mnie znajomi streszczają ino przebiegi zawodów miłosnych. ech. Ale za to bez jakichkolwiek pytań wstępnych.
-
ka_czka
2010/11/02 16:00:05
Dame od sciskania widzialam w jednym z programow Louisa Theroux
en.wikipedia.org/wiki/Louis_Theroux%27s_Weird_Weekends
... a gdyby tak uscisnela Gumowo posypana cynamonem?

-
wildfemale
2010/11/02 17:39:38
Ten fragment o ściskaniu jakoś mnie szczególnie porusza, ale to w ogóle byłby temat na odrębną notkę.
Natomiast co do dzisiejszego wpisu, to jak zwykle trzyma poziom:) Uśmiałam się.
-
rozkoszna_wariatka
2010/11/03 11:44:00
Hehehe jaka fajna notka :) Ty to masz zmysł :D :P

Pozdrawiam ;) :*
-
ka_czka
2010/11/03 23:31:36
Mysle, ze zapotrzebowanie spoleczne jest takie, ze powinnas ustawic sie w kolejce do sciskania i potem nam to opisac :-)
-
wildfemale
2010/11/05 16:31:04
@ka_czka: Popieram. Bardzo jestem ciekawa jakie to będzie doświadczenie dla osoby o wrażliwości Weroniki.
-
wildfemale
2010/11/11 12:21:45
A propos:
failblog.files.wordpress.com/2010/11/0f36d093-c13a-4766-b63b-5ac928334191.jpg